Mocni w gębie
2010/06/28 12:57 | dodał: ol
- Marzyłem o zostaniu aktorem – Przemysław Babiarz
Fot. Archiwum
Fot. Archiwum
Nieważne, czy leje się krew i sypią zęby – komentator sportowy musi być zawsze opanowany. To zawód dla mistrzów. Zobacz, jak zaczynali ci najbardziej znani.
Rok 1996, Atlantic City w Stanach Zjednoczonych. Naprzeciw siebie Andrzej Gołota i Riddick Bowe, dwaj bokserzy wagi ciężkiej. I emocje, których nie sposób zapomnieć. – Jeden jedyny raz w życiu zdarzyło mi się, żeby tak drżały mi ręce, że nie mogłem później odczytać notatek. Ale to był pojedynek gladiatorów. Śmierć unosiła się nad ringiem. Całość przypominała widowisko w rzymskim cyrku, gdzie za chwilę ktoś mógł paść, ktoś mógł zginąć. Obaj bokserzy byli jedną nogą w niebie, a drugą na skórce od banana – wspomina ten wieczór Andrzej Kostyra, dziennikarz sportowy „Super Expressu” i komentator Polsatu. I dodaje z nostalgią. – Ta atmosfera udzielała się wszystkim. Siedzący obok mnie komentator angielski co rundę łapał się za głowę i powtarzał „Oh my God! What a fight!”.
Na konferencji prasowej po walce Gołota siedział z siną i poodbijaną twarzą. Z kącika ust ciekła mu ślina, lecz on nawet tego nie czuł. Bowe coś bełkotał, ale nawet sprawozdawcy angielscy nie mieli pojęcia, co mówi. – Wprost niesamowite! – wspomina Andrzej Kostyra.
Bez wymądrzania
Takie chwile to esencja pracy komentatora sportowego. Kostyra jest w tym zawodzie prawdziwym weteranem. – Wszystko zaczęło się od Igrzysk w Barcelonie. Wówczas przebywałem tam jako reporter, a moim głównym zadaniem było przeprowadzanie wywiadów z bokserami. Jeden z nich – z Georgem Foremanem – spodobał się mojemu starszemu koledze Lucjanowi Olszewskiemu i to właśnie on zaproponował mi później, bym zasiadł przed mikrofonem – mówi. Dziś nie potrafi już zliczyć, ile pojedynków bokserskich relacjonował. – Było ich pewnie kilka tysięcy – przyznaje. Bez wahania wymienia pierwszą podstawową zasadę dobrego komentatora. Nie krytykować na siłę. Nieważne, jak słabo wypadają główni bohaterzy sportowego widowiska – i tak znają się na swoim fachu lepiej niż dziennikarze. – Czasem nie mogę znieść sprawozdawców, na przykład tenisowych, którzy przez cały mecz tylko krytykują. Sami nic w tym sporcie nie osiągnęli, a komentując pojedynek Sereny Williams albo Andy’ego Rodicka, wciąż narzekają. Trzeba to kochać i mieć szacunek do zawodników – mówi dziennikarz.
Wielka miłość do sportu potrafi odmienić całe życie. Tak było w przypadku Tomasza Zimocha i Przemysława Babiarza. Ten pierwszy zapowiadał się na obiecującego prawnika, drugi liczył na karierę aktorską. Jak się okazało, studia niezwiązane z dziennikarstwem nie utrudniły im startu w zawodzie komentatora, a nawet sporo pomogły. – Polecam wszystkim młodym dziennikarzom taki wybór, bo to później procentuje. Studia prawnicze dają ogólną wiedzę i nie skazują na to, by w przyszłości koniecznie pracować w wyuczonym zawodzie – radzi Tomasz Zimoch, znany ze swych emocjonujących relacji komentator Polskiego Radia. – Do początku lat 90. zupełnie nie myślałem o tym zawodzie. Najpierw studiowałem teatrologię na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, później trafiłem na PWST. Marzyłem o zostaniu aktorem – opowiada Przemysław Babiarz, sprawozdawca Telewizji Polskiej. Do dziennikarstwa pchnął go przypadek. – W 1992 r. zobaczyłem ogłoszenie o konkursie na komentatorów TVP i postanowiłem spróbować. Wcześniej nie miałem z tym nic wspólnego, ale pasjonowałem się sportem, uprawiałem różne dyscypliny, a moja rodzina miała sportowe tradycje. Nic do stracenia, a do wygrania bardzo dużo. Udało się pokonać kilkuset rywali – mówi Babiarz. Rywalizację w czasie trudnych przesłuchań ułatwiły mu umiejętności zdobyte właśnie w... szkole teatralnej.
Przed mikrofonem na żywo zadebiutował dwa lata później. To była duża impreza – Memoriał Janusza Kusocińskiego. U boku miał Krzysztofa Miklasa, bardziej doświadczonego kolegę. – Jednak wypadłem dość blado – wspomina Przemysław Babiarz. Jak przyznaje, dał o sobie znać brak doświadczenia. – Lekka atletyka była moją ulubioną dyscypliną, ale w czasie komentowania zawodów wiedza musi być skonkretyzowana. Początki nigdy nie są łatwe – dodaje.
Na konferencji prasowej po walce Gołota siedział z siną i poodbijaną twarzą. Z kącika ust ciekła mu ślina, lecz on nawet tego nie czuł. Bowe coś bełkotał, ale nawet sprawozdawcy angielscy nie mieli pojęcia, co mówi. – Wprost niesamowite! – wspomina Andrzej Kostyra.
Bez wymądrzania
Takie chwile to esencja pracy komentatora sportowego. Kostyra jest w tym zawodzie prawdziwym weteranem. – Wszystko zaczęło się od Igrzysk w Barcelonie. Wówczas przebywałem tam jako reporter, a moim głównym zadaniem było przeprowadzanie wywiadów z bokserami. Jeden z nich – z Georgem Foremanem – spodobał się mojemu starszemu koledze Lucjanowi Olszewskiemu i to właśnie on zaproponował mi później, bym zasiadł przed mikrofonem – mówi. Dziś nie potrafi już zliczyć, ile pojedynków bokserskich relacjonował. – Było ich pewnie kilka tysięcy – przyznaje. Bez wahania wymienia pierwszą podstawową zasadę dobrego komentatora. Nie krytykować na siłę. Nieważne, jak słabo wypadają główni bohaterzy sportowego widowiska – i tak znają się na swoim fachu lepiej niż dziennikarze. – Czasem nie mogę znieść sprawozdawców, na przykład tenisowych, którzy przez cały mecz tylko krytykują. Sami nic w tym sporcie nie osiągnęli, a komentując pojedynek Sereny Williams albo Andy’ego Rodicka, wciąż narzekają. Trzeba to kochać i mieć szacunek do zawodników – mówi dziennikarz.
| Którko o nich |
| Dariusz Szpakowski Komentator od 1983 r. nieprzerwanie związany z TVP. Wcześniej współpracował z Polskim Radiem. Jego głos można usłyszeć również w serii piłkarskich gier komputerowych „FIFA”, gdzie udziela się wraz z Włodzimierzem Szaranowiczem. Przemysław Babiarz Od 1992 roku jest komentatorem sportowym TVP z krótką przerwą na pracę dla kanału Wizja Sport. Specjalizuje się w relacjach z lekkiej atletyki, pływania oraz łyżwiarstwa figurowego. Janusz Basałaj Komentator i redaktor naczelny kanału Orange Sport. Wcześniej sprawozdawca TVP oraz twórca redakcji sportowej Canal Plus. W przeszłości wieloletni dziennikarz „Przeglądu Sportowego”. Tomasz Zimoch Komentator sportowy Polskiego Radia, dla którego relacjonuje wiele dyscyplin: m.in. piłkę nożną i skoki narciarskie. Jest również gospodarzem programu „Studio S-13”. Jego słynny komentarz do meczu Broendby Kopenhaga-Widzew Łódź stał się przebojem Internetu. |
Przed mikrofonem na żywo zadebiutował dwa lata później. To była duża impreza – Memoriał Janusza Kusocińskiego. U boku miał Krzysztofa Miklasa, bardziej doświadczonego kolegę. – Jednak wypadłem dość blado – wspomina Przemysław Babiarz. Jak przyznaje, dał o sobie znać brak doświadczenia. – Lekka atletyka była moją ulubioną dyscypliną, ale w czasie komentowania zawodów wiedza musi być skonkretyzowana. Początki nigdy nie są łatwe – dodaje.
Oceń artykuł:
4.00
Blipnij

