faq
A A A

Janusz Palikot: Pan od psot

2009/11/17 17:01 | dodał: ol
Janusz Palikot: Pan od psot
Człowiek przekorny - Janusz Palikot we własnej osobie
Fot. magazyn "?dlaczego"
Już w szkole był wywrotowcem. Potem miał zostać matematykiem, a z wilczym biletem trafił na KUL. Na studiach zamiast balangować, prowadził życie mnicha. Zapowiadał się na naukowca, by zostać producentem tanich win. Ostatecznie porzucił żywot przedsiębiorcy i zajął się polityką. I znów jest sprawcą wielu psot. Kto? Poseł Janusz Palikot, laureat plebiscytu Wielkie 2 Wielkie 5 magazynu „?dlaczego”, w którym zgarnął… oba tytuły.
Po raz pierwszy w historii plebiscytu magazynu „?dlaczego” Wielkie 2 Wielkie 5 jedna osoba, czyli Pan, otrzymała i Wielką Dwóję, i Wielką Piątkę. W sumie wychodzi średnia ocena... 
Nie. W sumie otrzymałem 100 proc. pierwszych nagród. Z marketingowego punktu widzenia zgarnąłem oba najważniejsze punkty – najlepszą i najgorszą ocenę. Pełna wygrana. 

Ale przeliczając średnią, wychodzi 3,5. Zresztą sam Pan przyznał, że nie był najlepszym uczniem. 
Rzeczywiście tak było, aczkolwiek jest to nieco bardziej skomplikowane. Można powiedzieć, że miałem różne fazy. W szkole podstawowej byłem złym uczniem. To swoisty paradoks, ponieważ potrafiłem czytać i pisać jeszcze przed pójściem do szkoły. Ale od razu popadłem w konflikt z nauczycielami, którzy nie lubili mnie za to, że byłem mańkutem, dyslektykiem i dysgrafikiem. Pamiętam, jak nauczycielka języka polskiego biła mnie piórnikiem po łapach za pisanie lewą ręką. Przez to nastąpiła u mnie kompletna blokada i nie mogłem się odnaleźć w szkole. Chciałem się uczyć, ale problemy z kadrą pedagogiczną sprawiły, że byłem uczniem ledwie dobrym. Kiedy pod koniec podstawówki udało mi się przełamać, zacząłem dostawać bardzo dobre oceny. Niestety w liceum znów wszedłem w konflikt z kadrą pedagogiczną i znów stałem się słabym uczniem. Aczkolwiek te problemy miały inne podłoże – to był spór społeczno-polityczny. Miałem przekorny charakter i okazywałem niechęć do ówczesnej władzy, co spowodowało, że dostawałem gorsze oceny. Doszło do tego, że za działalność opozycyjną zostałem najpierw zawieszony w prawach ucznia, a później definitywnie wyrzucony.  

Niepokorny od samego początku. 
To prawda. Kiedy mnie wyrzucono, odbył się nawet strajk z poparciem dla mojej osoby. To ostatecznie przesądziło, że nie mogłem kontynuować nauki w moim rodzinnym mieście.  

Co było dalej?
Jakimś cudem udało się znaleźć dla mnie liceum w Warszawie. Ale ponieważ trwał stan wojenny, obowiązywał zakaz przenoszenia dokumentów. W tej sytuacji trochę nagiąłem prawdę i oświadczyłem, że muszę jechać do Warszawy, aby opiekować się ciotką, której syn był w wojsku. Już w stolicy powiedziałem dyrekcji szkoły, że dostarczę moje dokumenty za kilka miesięcy. Na szczęście zostałem przyjęty, a dokumenty przywiozłem na Wielkanoc 1982 roku. Wówczas było już znacznie spokojniej politycznie. Co istotne, kiedy dyrektor zobaczył w dokumentach adnotacje o mojej dotychczasowej działalności – np. że przetrzymywano mnie w więzieniu – nie zmienił swojego zdania. Ja zaś udowodniłem, że jestem dobrym uczniem, i pozwolono mi dokończyć liceum. Do tej pory jestem za to wdzięczny dyrekcji. 

Ale to nie był koniec problemów.
Rzeczywiście. Wraz z informacjami o działalności opozycyjnej i pobytach w aresztach w dokumentach miałem też wilczy bilet, więc nie mogłem studiować na publicznej uczelni. Wiedziałem, że nawet jeśli złożę papiery, to nie zostanę przyjęty. Jednocześnie nie chciałem iść do wojska, więc złożyłem dokumenty na Katolicki Uniwersytet Lubelski. Tam nie robiono problemów osobom, które miały zatarg z władzą. I tak znalazłem się na filozofii w Lublinie.  

Czemu ten kierunek?
Generalnie chciałem studiować matematykę. To przedmiot, który mnie interesował i w którym byłem dobry. Na dodatek w mojej rodzinie była tradycja studiowania matematyki. Niestety na KUL-u nie było tego kierunku. Wówczas wydawało mi się, że filozofia jest najbliższa matematyce, więc zdawałem właśnie tam. Później przekonałem się, że moje przypuszczenia były prawdziwe tylko w małej części. Jednak doszedłem do wniosku, że zostanę na tych studiach. I to była świetna decyzja.  

Jakim studentem był Janusz Palikot?
Zawsze przekornym. Co ciekawe, na studiach zupełnie zmienił się charakter mojej krnąbrności. Kiedy wszyscy studenci chcieli się zerwać z zajęć, ja chciałem zostać. Uznawałem, że skoro już przyszedłem na zajęcia, to powinny się one odbyć. Nawet kiedy wykładowca chciał jeden wykład odpuścić, to ja byłem przeciwny. Lubiłem w ten sposób prowokować.  
Poprzedni Dr Jekyll & Mr Hyde, czyli podwójne życie Michała Urbaniaka
Być jak straszny dupek Następny

Nie ma jeszcze komentarzy, Twój może być pierwszy.
Dodaj swój komentarz:
Oceń artykuł:
Polityka prywatności Regulamin Reklama Kanały rss Kontakt
Dlaczego.com.pl   2007-2010   Wszelkie prawa zastrzeżone
   0.5323
Firma w holdingu PMPG