Dlaczego.com.pl »
Magazyn Dlaczego »
Aktualności »
Dr Jekyll & Mr Hyde, czyli podwójne życie Michała Urbaniaka
Dr Jekyll & Mr Hyde, czyli podwójne życie Michała Urbaniaka
2009/11/17 16:38 | dodał: ol
Za dnia grzeczny, w nocy grzeszny
Fot. magazyn "?dlaczego"
Fot. magazyn "?dlaczego"
Słynął z tego, że na studiach prowadził podwójne życie - za dnia grzecznie grywał na skrzypcach, zaś nocą przeistaczał się w rozpustnego jazzmana. Pił przy tym za dwóch, łamał kobiece serca i marzył o poznaniu Milesa Davisa. O kim mowa? O genialnym polskim skrzypku i saksofoniście Michale Urbaniaku.
Ponoć po niezwykle trudnym, ale udanym egzaminie wstępnym do Akademii Muzycznej od razu poszedł Pan świętować do Hybryd. Chyba nie bardzo Pan się przejął tym egzaminem.
Byłem już wtedy wirtuozem, stuprocentowym jazzmanem. Po prostu chciałem połączyć jazz z muzyką klasyczną.
Jednak szkoły artystyczne mają opinię, że kształcą rzemieślników, a nie artystów.
Nie należałem do grona studentów, którzy uczęszczają na wszystkie zajęcia i ćwiczenia. Chodziłem tylko na skrzypce. Profesorkę od dodatkowego fortepianu widziałem tylko raz w roku. Olewałem te zajęcia. Cały czas grałem II Sonatę Mozarta i to z błędami, żeby tylko dostać trzy z dwoma. Dzisiaj mogę śmiało przyznać, że bardzo żałuję takiego zachowania. Potraktowanie gry na fortepianie po macoszemu było błędem. Ta umiejętność przydałaby mi się bardzo przy tworzeniu muzyki.
Od wojska również udało się Panu wymigać w sposób iście aktorski.
Zwolniono mnie, bo w przekonujący sposób udawałem, że cierpię na padaczkę. Moja służba trwała zaledwie dwa tygodnie. Krótko, ale zdążyłem w tym czasie nieźle zaszaleć – myślę, że zostałoby to docenione na przykład przez Mrożka i stałoby się dobrym materiałem na jego dzieło. Nieraz było tak, że jeszcze w hotelu Bristol, w którym często bywaliśmy, wciąż na wpół pijani, zakładaliśmy z kolegami mundury i biegliśmy do jednostki. Mój mundur był na mnie o wiele za duży, więc jak podnosiłem ramiona do góry, to moja głowa znikała. Któregoś dnia mieliśmy ćwiczenia i wywieźli nas na Siekierki. Każą nam dwójkami zdobyć wzgórze. Hałas straszny, kac jeszcze gorszy. Więc ja i mój przyjaciel Wiktorczyk zamiast szturmować wzgórze, poszliśmy w krzaki popijać. Ponieważ pociski zaczęły wybuchać niebezpiecznie blisko nas, w te pędy pobiegliśmy na miejsce zbiórki plutonu. Tam wkrótce usłyszeliśmy: „Szeregowi Urbaniak i Wiktorczyk wystąp!”. Zostaliśmy pokazani jako najlepsza dwójka. Jak się okazało, prawidłowo wykonaliśmy zadanie. Jako jedyni. Dowódca powiedział, że nie można było zdobyć wzgórza, bo był za silny obstrzał nieprzyjaciela. Od tej pory nigdzie się nie pcham.
Połączenie studiów z nocną pracą jazzmana wymagało chyba niezłej ekwilibrystyki. Z jednej strony piętno ciągłych ćwiczeń, z drugiej dużo rozrywki.
Miałem zdrowie, więc od czasu do czasu sobie popijałem. Często po powrocie z Bristolu zaczynałem ćwiczyć grę na skrzypcach. Moi współlokatorzy na kacu wołali: „Przestań!”, ale ja musiałem grać i odpowiadałem im: „Wstawać! W grobie się wyśpicie”. Prowadziłem wtedy podwójne życie. Studia były fantastyczne. Było dużo swobody i swawoli, nie było tej dzisiejszej presji, aby być kimś i coś zrobić, bo jak nie, to będzie źle. Oczywiście wówczas też wiele osób studiowało z obowiązku, studia były darmowe i wypadało je skończyć. Ja takiej ideologii nienawidzę. Uważam, że jak ma się pasję, to po co komu studia. Wiele osób ma mi za złe takie słowa.
Koledzy z pokoju musieli mieć z Panem ciężko.
Mieszkałem najpierw w Dziekance, ale wyrzucili mnie po pierwszym roku. Później przeprowadziłem się do hotelu. Wejść do nas można było tylko do północy, więc miałem specjalną drabinę i tak przyprowadzałem różne panienki i moich przyjaciół. Współlokatorzy prosili mnie często, aby mogli zostać pod łóżkiem i posłuchać tego, co się dzieje w pokoju.
Byłem już wtedy wirtuozem, stuprocentowym jazzmanem. Po prostu chciałem połączyć jazz z muzyką klasyczną.
Jednak szkoły artystyczne mają opinię, że kształcą rzemieślników, a nie artystów.
Nie należałem do grona studentów, którzy uczęszczają na wszystkie zajęcia i ćwiczenia. Chodziłem tylko na skrzypce. Profesorkę od dodatkowego fortepianu widziałem tylko raz w roku. Olewałem te zajęcia. Cały czas grałem II Sonatę Mozarta i to z błędami, żeby tylko dostać trzy z dwoma. Dzisiaj mogę śmiało przyznać, że bardzo żałuję takiego zachowania. Potraktowanie gry na fortepianie po macoszemu było błędem. Ta umiejętność przydałaby mi się bardzo przy tworzeniu muzyki.
Od wojska również udało się Panu wymigać w sposób iście aktorski.
Zwolniono mnie, bo w przekonujący sposób udawałem, że cierpię na padaczkę. Moja służba trwała zaledwie dwa tygodnie. Krótko, ale zdążyłem w tym czasie nieźle zaszaleć – myślę, że zostałoby to docenione na przykład przez Mrożka i stałoby się dobrym materiałem na jego dzieło. Nieraz było tak, że jeszcze w hotelu Bristol, w którym często bywaliśmy, wciąż na wpół pijani, zakładaliśmy z kolegami mundury i biegliśmy do jednostki. Mój mundur był na mnie o wiele za duży, więc jak podnosiłem ramiona do góry, to moja głowa znikała. Któregoś dnia mieliśmy ćwiczenia i wywieźli nas na Siekierki. Każą nam dwójkami zdobyć wzgórze. Hałas straszny, kac jeszcze gorszy. Więc ja i mój przyjaciel Wiktorczyk zamiast szturmować wzgórze, poszliśmy w krzaki popijać. Ponieważ pociski zaczęły wybuchać niebezpiecznie blisko nas, w te pędy pobiegliśmy na miejsce zbiórki plutonu. Tam wkrótce usłyszeliśmy: „Szeregowi Urbaniak i Wiktorczyk wystąp!”. Zostaliśmy pokazani jako najlepsza dwójka. Jak się okazało, prawidłowo wykonaliśmy zadanie. Jako jedyni. Dowódca powiedział, że nie można było zdobyć wzgórza, bo był za silny obstrzał nieprzyjaciela. Od tej pory nigdzie się nie pcham.
Połączenie studiów z nocną pracą jazzmana wymagało chyba niezłej ekwilibrystyki. Z jednej strony piętno ciągłych ćwiczeń, z drugiej dużo rozrywki.
Miałem zdrowie, więc od czasu do czasu sobie popijałem. Często po powrocie z Bristolu zaczynałem ćwiczyć grę na skrzypcach. Moi współlokatorzy na kacu wołali: „Przestań!”, ale ja musiałem grać i odpowiadałem im: „Wstawać! W grobie się wyśpicie”. Prowadziłem wtedy podwójne życie. Studia były fantastyczne. Było dużo swobody i swawoli, nie było tej dzisiejszej presji, aby być kimś i coś zrobić, bo jak nie, to będzie źle. Oczywiście wówczas też wiele osób studiowało z obowiązku, studia były darmowe i wypadało je skończyć. Ja takiej ideologii nienawidzę. Uważam, że jak ma się pasję, to po co komu studia. Wiele osób ma mi za złe takie słowa.
Koledzy z pokoju musieli mieć z Panem ciężko.
Mieszkałem najpierw w Dziekance, ale wyrzucili mnie po pierwszym roku. Później przeprowadziłem się do hotelu. Wejść do nas można było tylko do północy, więc miałem specjalną drabinę i tak przyprowadzałem różne panienki i moich przyjaciół. Współlokatorzy prosili mnie często, aby mogli zostać pod łóżkiem i posłuchać tego, co się dzieje w pokoju.
Tagi: studia urbaniak jazz skrzypce jazzman miachał urbaniak impreza miles davis muzyk saks znani na studiach podryw saksofon
Oceń artykuł:
5.00
Powiązane artykuły:
Soyka – Młodość to wielki drive
Artystyczna kariera
Akademia staje się Uniwersytetem
Pudzian robi doktorat?
Bartoszewski: studenci są niecierpliwi
Kolenda-Zaleska: dziennikarka do zadań specjalnych
Nigel Kennedy „Polish Spirit”
Uniwerek rusza w trasę
Płock Cover Festiwal
Gdzie kształcą się najlepsi prawnicy?
Aptekarze będą się szkolić
Blipnij

